1984-dyskografia 1984-strona główna 1984-prasa

Vampira - bilet

1984 - MizernyPo kolejnym kilkuletnim okresie hibernacji, 1984 znowu wróciło na scenę. I bardzo dobrze - nie będę ukrywał, że dla mnie osobiście jest to zdecydowanie w Polsce koncertowy zespół nr 1. Mimo, iż widziałem go na żywo zaledwie dwa razy (w 1990 i około 1993), oba koncerty były wręcz niesamowite. Z nagraniami studyjnymi bywało czasami gorzej - brakowało im energii, którą zespół wręcz kipiał na żywo.

1984Troche zastanawiające jest, że po powrocie 1984 występuje głównie na koncertach organizowanych przez scenę gotycką (jak chociażby letnie Castleparty w Bolkowie). Czego jak czego, ale elementów gotyku w muzyce ani tekstach Mizernego ciężko raczej szukać. Ale nie można narzekać, szczególnie, że dzięki tym imprezom gotyckim można 1984 w końcu obejrzeć. Tak było w przypadku "Vampiry" (nazwa troszkę pretensjonalna, nieprawdaż?), gotyckiego festiwalu zorganizowanego w Warszawie. Choć nazwa festiwal była zdecydowanie przesadą ze strony organizatorów - dwa koncerty w ciągu dwóch dni z czterema zespołami na takie miano w mojej skromnej opinii nie zasługują. Na dodatek koncerty odbywały się w różnych miejscach - w Proximie i właśnie otwartych Hybrydach. Ale dzięki takiemu zabiegowi organizatorzy mogli wprowadzić karnety na oba dni i zrezygnować ze sprzedaży biletów na pojedyncze koncerty, zmuszając tym samym nawet tych, którzy chcieli zobaczyć tylko jeden zespół, do wykupienia karnetu na oba dni "festiwalu".

DevianKoncert rozpoczął warszawski Devian, zespół niesłusznie chyba porównywany do Closterkellera. Przyznam, że nawet zdziwiony byłem stosunkowo chłodnym przyjęciem grupy przez gotycką w końcu publiczność. Devian zaprezentował bowiem całkiem przyzwoity rock gotycki, z niezłą wokalistką (i to nie tylko pod względem głosu - Magdę Rażnikiewicz zobaczyć zresztą można w stacji Atomic TV) i nienużącą (o co w gotyku wcale nie jest łatwo) muzyką. Nawet ja, za wampirami przesadnie nie przepadający, znalazłem coś dla siebie - doskonały dynamiczny kawałek, którego tekst stanowił motorycznie powtarzany wers "Nie ma już dokąd iść" (oczywiście kojarzący się ze starym "Za chlebem" AYI RL) i ciekawego wizualnie klawiszowca, który w pod koniec koncertu okazał się także przyzwoitym wokalistą.

1984 - MizernyPo Devianie przyszła kolej na 1984. Z chwilą wkroczenia zespołu na scenę nastąpił zdecydowany odwrót gotyckiej braci w kierunku baru i stolików. Potwierdziło się, że co jak co, ale 1984 gotyckim zespołem nie jest. Zresztą w ogóle ciężko określić to, co gra grupa, jednym słowem, jednym stylem muzycznym. Kiedyś, lat temu kilkanaście na pewno było to zbliżone najbardziej do zimnej fali, przez lata jednak 1984 dopracowało się raczej oryginalnego stylu. Zespół wystapił w "Proximie" w pięcioosobowym składzie - dwie perkusje, bas, gitara i wokal. Szczególne znaczenie miało zastosowanie aż dwóch perkusji ("weteran" - Darek Marszałek oraz Ziemowit Nyzio), dodatkowo dynamizujących utwory. Mizerny tym razem przedstawił się raczej w roli wokalisty, choć w końcówce koncertu przejął także gitarę. W trakcie koncertu był jeszcze bardziej naurotyczny, jeszcze bardziej niesamowity niż na wcześniejszych występach...

I co bardzo ważne - mimo, że 1984 to już zespół-legenda, na koncercie unikał grania starych "przebojów". Prócz "Radio niebieskie oczy Heleny" zaprezentowany został całkowicie nowy materiał. Materiał, który ma ukazać się już ponoć w najbliższym czasie na nowej płycie zespołu. Oby stało się to jak najszybciej.

I wreszcie na koniec gwiazda - Kaspel & Silverman, czyli spora część mającego wystąpić następnego dnia Legendary Pink Dots. I o ile słuchanie ich macierzystej grupy od pewnego czasu raczej mnie nuży, tego występu wysłuchałem z ogromną ciekawoscią. Obaj panowie (wspomagani przez saksofonistę) zafundowali b. ciekawe widowisko, chyba jeszcze spokojniejsze, jeszcze bardziej melancholijne niż muzyka Legendarnych Różowych Kropek. Których koncertu następnego dnia w Hybrydach niestety nie obejrzałem (mimo, że jak wspomniałem, bilet na oba koncerty posiadałem...).

PS: Przepraszam za jakość zdjęć 1984 i Deviana. Niestety, w trakcie ich koncertów zgotowano im niestety "gotycką oprawę", tj. wpuszczano przez cały czas ogromną ilość dymów, które może i tworzyły atmosferę, ale jednocześnie w znacznej mierze ograniczały widoczność.
(D. XI 1999)