1984-historia 1984-strona główna 1984-dyskografia

artykuł Artur Podgórskiego, opublikowany przypuszczalnie w Brumie ok. 1995 r.

Telefon do Matki Boskiej

W czasie jednej z nocnych eskapad po Rzeszowie OLO - mistrz światła Jesus Chrysler Suicide - rzekł do mnie: "To jest człowiek-energia. Cały Rzeszów w jakiś sposób czerpał z niego inspirujące fale".

Szczupły, by nie powiedzieć chudy - stąd zresztą jego przezwisko - pełen wewnętrznego napięcia, niespokojny, a zarazem serdeczny - PIOTR "MIZERNY" LISZCZ. Mózg 1984, WAŃKI WSTAŃKI, legenda rzeszowskiego podziemia, ekscentryk i prorok, szarlatan i geniusz. Tygiel, w którym przedziwne różnorodne tworzywo myśli wytapia filozoficzny kamień generujący niecodzienną twórczość. Szczery i bezkompromisowy, twardy i ostry, jak jego muzyka. Muzyka, która w dosłownym, ontologicznym znaczeniu jest jego emanatem, zmodyfikowaną formą jego własnego istnienia. Wystarczy zresztą wysłuchać przedziwnej historii, którą opowiedział, by poczuć, że kryje się za nią zupełnie inna wrażliwość.

TO TRUDNA SPRAWA

powiedział Mizerny, pytany o zawiłe losy 1984. Po długim milczeniu kontynuował, ciągle się zamyślając:

Wszystko zaczęło się 10 lat temu. Skład ciągle się zmieniał, ewoluował. Tak, myślę, że ewoluował, by 4 lata temu osiągnąć formę w której istniejemy do dzisiaj. Jedynym człowiekiem, który od początku działa w zespole jestem ja. Niecałe 2 tygodnie po zmontowaniu składu 1984 wygrało lokalny przegląd. Dzięki temu chyba zaproszono ich do występu na koncercie z okazji 20-lecia BREAKOUTÓW. Zagrali w przedziwnym towarzystwie, trochę na doczepkę, ale okazało się, że ich minimal-art. znalazła swoich zwolenników. To wtedy przecież przez kraj przetaczała się zimna fala. 1984 szybko znalazło się na jej grzbiecie, dystansując inne chłodne zespoły: MADE IN POLAND, COLD WAR, IVO PARTIZAN. Zyskując w niezależnych kołach coraz większą popularność grupa zdecydowała się na realizację pierwszych nagrań.

Wyszło koszmarnie. Nagrywaliśmy w studiu Polskiego Radia w Rzeszowie, a ono niestety nie było przygotowane na realizację takiej muzyki. Pierwszą płytę, "Specjalny rodzaj kontrastu" nagraliśmy w 1986. Najpierw miał ją wydać Klub Płytowy "Razem", jednak wycofał się z umowy. Materiał odkupił Rogot i na tym się skończyło, bo taśma matka gdzieś zniknęła. Do dzisiaj nie wiemy co się z nią stało. Pech nie opuścił nas również przy drugiej płycie "Anioł w tlenie". Zawsze trafiali nam się jacyś menagerowie oszuści. Tym razem nagrania kupił ktoś z Krakowa. Kupił i zniknął wraz z płytą.

Przepychając się przez niepowodzenia muzycy nie tracili sił ani zapału. Własnym sumptem wydali trzy kasety. Jedna z nich "Why not?" osiągnęła nawet spory nakład. Jednak dzisiaj i tak niewielu o niej pamięta. Kasety to efemerydy. Pojawiają się na rynku, by wkrótce zniknąć. Ginie wszelki słuch.

PRÓBA ZAMKNIĘCIA WSZYSTKIEGO

Taki podtytuł zaproponował Piotr dla pierwszej oficjalnej płyty "Radio Niebieskie Oczy Heleny". Skład zespołu zmieniał się wielokrotnie, mimowolnie więc nasuwa się pytanie o ewolucję muzyki, przekazu. Pytanie o to, czy "Radio..." przyniosło istotne zmiany...

Przekaz jest ten sam na wszystkich płytach. Zmienia się może forma, ale ona też jest wypadkową mojej myśli. Dlatego zdarzają się pewne fluktuacje. Raz zmieniamy brzmienia, innym razem powracamy do niego.

Generalnie można powiedzieć, że była to próba zamknięcia w konkretną całość dotychczasowych osiągnięć zespołu. Mimo, że cała płyta pełna jest zawirowań, tajemnic, mimo, że jest to muzyka hermetyczna, wiele utworów stało się przebojami. Choć oczywiście słowo to nie pasuje do muzyki 1984.

"Brak tlenu", to jeden z lepszych utworów. To prorocza piosenka o wojnie w Jugosławii. Przewidziałem tę hekatombę, miałem sen i napisałem ten tekst. Po tej płycie pojawiły się głosy,, że "Pierwszy dzień zmartwychwstania" jest piosenką antyklerykalną. To jakieś nieporozumienie. Tekst opowiada o kłopotach seksualnych młodzieży i tylko tyle. Chociaż mogę przyznać, że jestem antyklerykalny. Ludziom potrzebna jest religia, a nie instytucja.

MAGICZNA CYFRA

Na temat nazwy zespołu powstało już mnóstwo opowieści. Jedni tłumaczą cyfrę 1984 jako rok powstania zespołu, inni upatrują w niej orwellowskich inspiracji. Przecież muzyka jest mroczna, pełna zakamarków, niepokojąca. Wizja świata wypaczona jakimś krzywym zwierciadłem. Treść pęka od egzystencjalnego niepokoju, pełno w niej niezaspokojenia, mdłości SARTRE’A i światła absurdu, które tak raziło poszukującego sensu CAMUSA. A to przecież jest klimat przykurzonego nieszczęściem świata roku 1984, antycypowanego w powieści ORWELLA.

Nazwa jest nazwą. Nie chcemy dorabiać żadnej polityki. Zrobili to za nas inni i mieli czasem trochę racji. Przede wszystkim 1984, to cyfra magiczna, to kosmiczny zapis, tajemnicza formuła. Nie znam akurat Sartre'a, ale czuję, że chodziło mu o to samo, co mnie. Tak, to wszystko bierze się z bólu istnienia. Orwell nie był moją inspiracją, chociaż coś w tym jest we mnie. Raczej, a właściwie przede wszystkim inspiruje mnie Biblia. CHRYSTUS to najbardziej filozoficzna postać wszechczasów. Był jedynym wykrystalizowanym ucieleśnieniem wiary i istnienia. Chrystus jest szansą dla wszystkiego. Sądzę, że w moim przypadku najważniejsze jest to, że jest szansą dla sztuki. Dzisiaj brakuje w niej prawdziwych inspiracji, szczerości, spontaniczności. Muzyka robi się przeciętna, zabija ją psychoza pieniądza. Zresztą to dotyczy wszystkich ludzi. Pieniądze, to paranoja, która opętała cywilizację. Pod Rzeszowem mieszkała kiedyś baba, która do obrazu MATKI BOSKIEJ podłączyła kabel od telefonu, jakieś światełka, te sprawy. Ludzie przychodzili do niej, żeby dzwonić do Matki Boskiej, a ona brała za to kasę - taki klimat. Dzisiaj wszyscy chcieliby mieć takie telefony. COŚ SIĘ DZIEJE

Patrząc na Mizernego, każdy odnosi wrażenie, że jest przeżarty muzyką. Tworzy ją, by mógł żyć i dalej tworzyć. Muzyka to Arche - pierwotna, metafizyczna zasada - źródło wszelkich zasad. To opętanie sprawia, że 1984 staje się czymś więcej, niż artystycznym przedsięwzięciem. Mizerny wskazuje na zakręcony obraz, który niegdyś poczynił. Ezoteryczny, zapełniony miękkimi liniami w stylu MATTY.

To jest właśnie 1984. Obraz wychodzi z ram, przenika całą przestrzeń, tak jak nasza muzyka. Staram się przede wszystkim wyjść z ram, kanonów, złapać wspólną częstotliwość z harmonią kosmosu. 1984 to nie tylko muzyka. To sposób życia, to część mojego istnienia. Ale na pewno muzyka jest w tym wszystkim najważniejsza. Słucham teraz SWANS, NINE INCH NAILS, JOY DIVISION, nawet AC/DC i czuję, że to pokrewne dusze. Oni chyba też wyrażają graniem swoje istnienie. Zresztą chyba każdy zespół jest egzystencjalny, jeśli jest naprawdę rockowym szczerym bandem. Granie, to rodzaj obrzędu, misterium. Zwłaszcza na koncertach.

Sposób, w jaki Mizerny traktuje sztukę, forma, jaką jej nadaje i przekaz skłaniają do refleksji - czy tego już kiedyś nie było? Jest rok 1994, koniec epoki. Czyżby kolejny przejaw niespokojnej atmosfery końca wieku. Historia zatacza koło, po stu latach wraca niepokój fin de sieclu, dekadencja, mistycyzm.

Nadchodzi Era Wodnika. Czuję te wibracje, coś się dzieje. Ludzie stają się inni, to może być niebezpieczne. Lękam się przyszłości. Świat wymyka się ludziom . Trudno powiedzieć, czy odczuwam to wszystko jako schyłek cywilizacji, pochód w przepaść. Coś w tym jest i to coś ma na pewno wyraz w mojej muzyce.

TRZY LATA SKUPIENIA

Od wydania płyty minęło już wiele czasu. O zespole długo nie było nic słychać. Milczały radio i prasa. Jednak, jak zapowiada Piotr, już wkrótce cisza zostanie przerwana - 1984 przygotowuje materiał na nową płytę.

Zespół cały czas istnieje i gra. To, że już zrezygnowaliśmy z działalności jest plotką. Fakt, że prawie niegdzie się nie ruszamy, ale po naszych dotychczasowych przygodach trochę się boimy. Jesteśmy odizolowani. Nie chcemy się pchać w jakieś spędy. Wolimy zagrać raz, a spektakularnie. Nie liczę na popularność, ale jest grupa ludzi, którzy nas słuchają i to nam wystarcza. Nowa płyta będzie starsza i dojrzalsza, jak ja. Znaleźliśmy w niej swoje miejsce, dzięki niej wyszliśmy z letargu, jaki nas opanował, gdy "Radio" przeszło bez echa. To na pewno nie ładowało twórczo, zwłaszcza, że w zespole grają sami wrażliwi ludzie. Ale dzięki temu, że przez trzy lata pracowaliśmy w skupieniu, nowa płyta będzie głębsza. Chcielibyśmy ją nagrać w najlepszym studio. Może w S-4, ale to kwestia pieniędzy. Na razie zbieramy fundusze.

TRUDNE MIASTO

Wszyscy zainteresowani pamiętają czasy świetności sceny rzeszowskiej. Wielu też żyje przekonaniem, że w pewnym momencie życie muzyczne Rzeszowa zamarło; że AURORA, ONE MILLION BULGARIANS, WAŃKA WSTAŃKA, 1984, to przeszłość.

Są ludzie siejący plotki. Na przykład KLATT. Nie znamy go i nie wiemy, o co mu chodzi. Opowiada, że zespoły z Rzeszowa nie mogą się podnieść, albo nie istnieją, albo się reaktywują. Gówno prawda. Prawie wszystkie zespoły sceny rzeszowskiej istniały cały czas. I cały czas mamy mocną scenę, najlepszą w kraju. Rzeszów jest trudnym miastem, ale jest parę osób, nasze grono. Razem jeździmy na koncerty, w góry, jesteśmy rodziną. Rzeszów jest trudny, bo to wiocha; Ukraina, Bieszczady - ten klimat. Nikt nie traktuje nas poważnie, a tymczasem jest sporo dobrych zespołów, jest świetna atmosfera do grania. Nie wiem, co to jest ale istnieje jakaś fatalna siła, która nie pozwala zespołom wyrwać się stąd. Na pewno nie wynika to z kiepskiego poziomu kapel. Wiele zespołów po prostu przestało grać, bo nie czuło sensu. Bo Rzeszów to zadupie, bo i tak nikt tego nie będzie słuchać. Gdybyśmy mieli studio, sprzęt i trochę pieniędzy, wcale nie ustępowalibyśmy takim zespołom, jak Nine Inch Nails. Chociaż z drugiej strony, gdyby była kasa, czy byłby to ten sam Rzeszów? Ale nie! Pewnie, że by był. Po prostu palilibyśmy lepsze szlugi, chodzilibyśmy w lepszych spodniach i to wszystko.

ZAWÓR BEZPIECZEŃSTWA

Powaga, penetracja najciemniejszych zakątków myśli, ciśnienie. Wydawałoby się, że nie ma w tym miejsca na żaden wygłup. A jednak Mizerny z łatwością przemieszcza się po ekstremalnie różnych rejonach twórczości. Może to, że gra w Wańce Wstańce jest wyjściem bezpieczeństwa, ochroną przed przegrzaniem.

Cały czas gram w Wańce Wstańce i dobrze się tam czuję. Właściwie jestem w tym zespole dowódcą - komponuję, piszę teksty. To taki mentalny szwindel. Nie wiem, jak to się dzieje. Może to czas i miejsce na oddech. Nie wiem, w każdym razie czuję ten zespół i... no i to wszystko, co przychodzi mi teraz do głowy.

To również wszystko, co mam do przekazania z długiej sesji z Mizernym, która dobyła się w uśpionym Rzeszowie. Wszelkie wyjaśnienia i uzupełnienia znajdą się zapewne na nowej płycie. Wystarczy tylko dokładnie posłuchać.

P.S. Od czterech lat zespół 1984 gra w składzie:
Marek Kisiel - bas,
Darek Marszałek - bębny,
"Eryk" - czyli komputer,
Piotr Liszcz - gitara i śpiew.