1984-historia 1984-strona główna 1984-dyskografia

wywiad z Mizernym, "Brum" nr 1/1998; rozmawiał Rafał Księżyk

"Rogata aureola"

Wydane jesienią ub. roku na jednej płycie CD dwa materiały "Radio Niebieskie Oczy Heleny" i "Anioł w tlenie" przypomniały o zespole 1984. A raczej zapowiedziały jego powrót. Pod koniec lat 80. 1984 należał do najciekawszych i najmroczniejszych przedstawicieli polskiej nowej fali, był jednym z fundamentów z barwnej sceny rzeszowskiej. Dekadencję i perwersję w duchu ALIEN SEX FIEND łączył z esencją punk & rollowych riffów a la IGGY POP. Tym, co nadawało 1984 najwięcej charyzmy były mroczne wizje z tekstów lidera, wokalisty i gitarzysty zespołu MIZERNEGO. I myślę, że ta właśnie sfera jest najlepszym pomostem łączącym przeszłość 1984 z teraźniejszością.

- Skąd pomysł na wznowienie archiwaliów 1984, miało to być tylko wspomnienie czy tez rozgrzewka przed nowym materiałem?

MIZERNY: Pomysł nie wyszedł ode mnie. Nasza koleżanka, JADWIGA RYBA wróciła ze Stanów Zjednoczonych i razem z BUFETEM założyła wytwórnię fonograficzną "Boofish". Na pierwszy rzut poszły dwie płyty 1984. Mnie to tylko ucieszyło, bo "Anioł w tlenie" nigdy nie ukazał się w wersji CD, a "Radio Niebieskie Oczy Heleny" wyszły, nota bene jako trzeci CD w Polsce, w niskim nakładzie. Pierwsza płyta 1984, która miała nazywać się "Specjalny rodzaj kontrastu", nie ukazała się wcale, zaginęła taśma matka. Część piosenek z tamtego materiału pojawiło się na koncertowym "Aniele w tlenie". Przez trzy lata nie słuchałem tych materiałów i teraz wydały mi się całkiem świeże. Mogę od tego teraz startować. Nowa płyta jest na pewno ich kontynuacją. Wyda ją "Boofish" wiosną równocześnie z nową płytą WAŃKl WSTAŃKI. Wcześniej ukaże się jeszcze kompilacja nowej generacji zespołów z Rzeszowa.

- Co się działo z 1984 przez te kilka lat, kiedy nie docierały do nas nowe nagrania?

M.: Zespoły cały czas działały tyle, że nic się nie ukazało. 1984 i WAŃKA WSTAŃKA - bo przecież cały czas gram z BUFETEM - przygotowały po dwa materiały. Wybraliśmy z tego najciekawsze historie i nagraliśmy je teraz. Nigdy nie było przerwy. Składy się zmieniały. Wiadomo, że przez tyle czasu pozmieniały się sprawy prywatne. Ja założyłem rodzinę, zostałem ojcem. Skupiłem się na dziecku. W międzyczasie grałem jeszcze w grupie URAN z GRZEGORZEM WESOŁOWSKIM, RAFAŁEM BĄKIEM i DŻABIM z JESUS CHRYSLER SUICIDE, aktualnie również AGRESSIVA 69. Nagraliśmy demo, potem sprawa stanęła w miejscu. Fragment tej sesji znajdzie się na składance "Boofish".

- Skoro o JESUSIE mowa - na "Schizowirusie" pojawił się Twój utwór. I w ogóle można było odnieść wrażenie, ze specyficzny klimat tej płyty jest jakby dalszym ciągiem Twojej opowieści z końca lat 80...

M.: To był numer z dziwnego, riffowego, trochę helmetowskiego materiału 1984 przygotowanego w 93 r. Materiał im się podobał i zaproponowali, by jeden z tych niepublikowanych utworów umieścić na swojej płycie. Ich wersja bardzo mi się podoba, pasuje do tego, co robiło wtedy 1984 i do płyty JESUSA. Jeśli chodzi o wpływ 1984 na JESUSA to już musiałbyś porozmawiać z nimi. Jeśli tak jest to super. Jesteśmy przyjaciółmi, słuchamy swojej muzy.

- Muzyka 1984 zawsze była bardzo transowa. Jak odnajdujesz się w czasach dominacji techno?

M.: Idealnie. Myślę, że jedyne zmiany to pojawienie się nowej technologii. A komputer i sampler dają ci więcej możliwości. Na nowej płycie 1984 będzie maksimum technologii. Aczkolwiek nie ma dla mnie większego znaczenia czy robię muzykę na gitarze, czy na komputerze. Ważny jest jej duch. Nie chcę zatracić ducha, który byt w niej kiedyś. Pierwotności mojej muzyki. Jeżeli bym tego zaprzestał, oszukałbym sam siebie. Lepiej nie grać wcale. Mnie w ogóle ostatnio nie było na rynku. Siedziałem spokojnie w domu i dobrze się z tym czułem. Nie potrzebuję popularności, kręcenia klipów.

- Wspomniałeś o pierwotności. Dla mnie głównym jej nośnikiem jest - czytelna szczególnie na koncercie -punkrollowa mięsistość gitarowych riffów a la THE STOOGS. Na "Aniele" robi & to największe wrażenie. Obecne czasy już nie sprzyjają takiemu graniu...

M.: Podejście do gitary mam cały czas to samo. Wiatr może wiać nawet w twarz. To, że pojawiły się samplery nie znaczy, że zniknie element rockowy. Będzie potężny.

- W Twoich tekstach z lat 80. zawsze dominowała mroczna futurologia. Jak widzisz te prognozy po latach? Głośny ostatnio problem klonowania pojawiał się w tekstach 1984 dawno temu.

M.: Takie tematy wynikają z mojego charakteru. Ja trochę jestem science fiction. Teraz te historie stały się bardziej science niż fiction.

- Nadal drążysz ten wątek. Jest mroczniejszy, czy stałeś się optymista?

M.: Mam nadzieję, że wizje, które teraz tworzę w ogóle nie wejdą w życie. Świat byłby straszny, i tak dzieje się okropnie. Diabeł pokazuje rogi jak nigdy wcześniej. Siła anioła polega, na tym aby te rogi wykręcić. Co ma z tym wspólnego muzyka? Jest nieobliczalna. Może służyć jako broń. Duszy nie sklonujesz. Mam nadzieję, że kiedyś stanie się tak czysto, że będzie można zrzucić jarzmo. Póki co chcę dorównać czasom. Śpiewam o pętach, żeby uzmysłowić ludziom, że one istnieją.

- Twoja duchowość była heretycka.

M.: Obrałem sobie taki kierunek i do tej pory trzymam się go. Zostałem heretykim. Będę nim pewnie do końca życia. A równocześnie moje intencje są czytelne. Nie zauważyłem, żeby muzyka 1984 wzbudziła w kimś złe wibracje. Wręcz odwrotnie. Pomimo tego, że jest naładowana ciemną strona życia.

- Lubiłeś otaczać zespół aurą dekadencką, obrazoburczą, w połączeniu z mroczną muzyką mogło to przypominać nihilistyczne drgawki.

M.: Trochę tak jest. Ale to moja prywatna wojna. Wewnętrzna. Jeśli chcę robić sztukę, nie mogę inaczej. Bez pełnego zaangażowania. W sumie to śliska sprawa. Ale wątek nihilistyczny w 1984 istnieje na pewno i będzie istniał. Cały świat jest nihilistyczny. Panuje kultura śmierci. Uważam, że człowiek nie wyszedł jeszcze z czasów barbarzyństwa i nie wyjdzie, dopóki nie nauczy się, że nie wolno zabijać żadnej żyjącej istoty. Bez tego nie zacznie się cywilizacja na ziemi. A ponieważ jeszcze się nie zaczęła, mogę sobie pozwolić na wszystko. Żyjąc w świecie barbarzyńców sam jestem barbarzyńcą.

- A jak to jest, że tak łatwo łączysz wizje zionące chłodem futurologii z symbolami takimi jak anioł i diabeł, które ani trochę nie brzmią pretensjonalnie, tylko wręcz mistycznie?

M.: Nie wiem. Może rozdwojenie jaźni. Nazwij to jak chcesz. W każdym człowieku jest niebo i piekło. "Piekło, niebo, Abraham. Twoja dusza pójdzie tam.". Tak naprawdę to nie wiem, co jest dobre, a co złe. Za bardzo jestem w tym wszystkim zagubiony. Śpiewam o swoim zagubieniu. Opowiadam o tym ludziom, bo wiem, że każdy ma podobne przemyślenia. Tylko jeden potrafi to nazwać, a inny nie.

- Poruszasz się w kręgu tematów o horyzoncie szerszym, niż przeciętne produkcje undergroundu, to prowokuje do pytania o pozamuzyczne inspiracje Twojej twórczości.

M.: Kiedy bytem małym chłopcem nigdy nie myślałem o tym, że będę muzykiem, marzyłem, aby zostać astrofizykiem, l może stąd to wszystko.

- Czy pisałbyś, gdybyś nie grał?

M.: Moje teksty muszą przenikać się z muzyką. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Tak myślę w tej chwili. Co będzie za rok nie wiem. Wykorzystuję wszystko, co możliwe aby muzyka nabrała mocy i energii. Jeśli ludzie je czują, od tego momentu jest moim obowiązkiem, aby robić to dalej.

- Jak najkrócej mógłbyś zapowiedzieć to, co znajdzie się wiosną na nowej płycie 1984?

M.: Będzie bardzo mroczna. Ciemna strona mojego księżyca.

Rozmawiał Rafał Księżyk.
"Boofish Rec." P.O. Box 622, 35-900 Rzeszów.